Instruktor uczył Cię łuku na obrót? Marny instruktor.

Na obrót, na małpkę, na blondynkę – to sposób nazwany przez instruktorów i kursantów na zdanie zadania egzaminacyjnego „jazda pasem ruchu do przodu i do tyłu” inaczej potocznie zwanego – łuk, i tym nazewnictwem będziemy się posługiwać w dalszej części mojej opowieści.

Na samym początku walę z grubej rury:
Jeśli instruktor nauczył Cię łuku na obrót tzn. „jak lusterkiem coś tam miniesz to robisz obrót kierownicą 360 st.”, to radziłbym uciekać jak najdalej bo to oznacza, że niestety instruktor marny. A dlaczego – o tym dalej. Wyjątkiem kiedy można by, ale to już bardzo ostatecznie posłużyć się tym sposobem na obrót, jest sytuacja gdy mamy już ostatnie jazdy przed
egzaminem, coś nam nie idzie – ok, wtedy może (mam bardzo mieszane uczucia co do tego sposobu) bardzo ostatecznie już pokazać ten sposób kursantowi i to tez wtedy gdy cała reszta jego umiejętności jest na odpowiednim poziomie – wystarczającym do zdania egzaminu.

 

Dlaczego nie powinno się pokazywać/używać sposobu „na obrót”? Dlaczego napisałem, że instruktor, który pokazuje jakieś śmieszne obroty jest marny?

  • – „Łuk” oprócz tego, że jest to zadanie egzaminacyjne, to jest to element, którego sama nauka ma na celu pomóc nam zrozumieć sam manewr cofania, oraz pomóc w wykonywaniu innych zadań np: manewrów parkowania na mieście lub zawracania z użyciem infrastruktury drogowej, np bramy – no bo proszę mi powiedzieć w jaki inny sposób można zrozumieć zachowanie pojazdu podczas cofania, którym to my kierujemy. No chyba, że wyjeżdżając z bramy lub parkowania – cofając – również w pewnym momencie zrobimy obrót kierownicą i po kłopocie…taaa gratuluję pomysłu. I oczywiście zawsze będę powtarzał, że jest to wina instruktora, tak samo jak winą rodzica jest, że jego dziecko nie myje rąk przed jedzeniem, albo nie mówi „dzień dobry” sąsiadowi.

  • – druga sprawa; wyobraźmy sobie, że w przyszłości – mając już prawo jazdy – jedziemy do przodu wąską drogą, podobnej szerokości jak nasz pas ruchu na egzaminie (łuk) a droga i jej profil zakręca podobnie jak wspomniany już „łuk”. Jedziemy, jedziemy i nagle z przeciwka nadjeżdża pojazd uprzywilejowany lub jakikolwiek inny pojazd, i sytuacja wymaga od nas natychmiastowego zatrzymania i wycofania naszego pojazdu, tyłem po łuku drogi. Powtarzam – tyłem po łuku drogi. Rozumiem, że wtedy zgodnie z tym czego się nauczyliśmy na kursie prawa jazdy, jadąc do tyłu po łuku drogi w pewnym momencie gdy nasze lusterko minie pierwsze drzewo, powtarzam: w pewnym momencie gdy nasze lusterko minie pierwsze drzewo – wtedy robimy obrót kierownicą o 360st? No tak czy nie? Jeżeli rozumiesz ten tok myślenia to gratuluję, jesteś już blisko. Zobaczmy co dalej…

Po trzecie – to co teraz tu przeczytasz, to nie są oficjalne informacje, nie znajdziesz ich na tablicach ogłoszeniowych WORD-ów, ani w ustawach lub rozporządzeniach.

 

Część egzaminatorów, nie wszyscy, nie wiem ilu, ale wiem że częśc z nich nie lubi tego gdy musi patrzeć na jakieś sposoby obrotów na łuku, bo niestety posiłkowanie się takimi obrotami oznaczać może dwie rzeczy:
jakość szkolenia lub predyspozycje kursanta, lub dosadniej: niskie predyspozycje kursanta lub niska jakość szkolenia. Mogą to być obie te rzeczy na raz, wtedy mamy kumulację i wynik egzaminu z góry przesądzony.

 

A więc, ta część egzaminatorów, która się czepia „obrotowców” (tak ich nazwijmy, będzie łatwiej) – jeśli taki delkwent wykona łuk prawidłowo, tzn według kryteriów oceny nie najedzie lub nie przejedzie przez linie, nie uderzy pachołka itd – to nawet jeżeli widać że było to zrobione na obrót – egzaminator uzna zadanie za wykonane
prawidłowo…ale

No właśnie mamy jedno ale... otóż ileż to ja razy słyszałem od kursantów, że egzaminator szukał, czepiał się, było czuć, że chce nas oblać, aż w końcu kazał wykonać parkowanie równoległe tyłem i klapa… Tak, drodzy Państwo, tak jak pisałem wyżej, część egzaminatorów za to że robimy łuk na jakieś śmieszne obroty, co oznacza, że nie potrafimy w sterylnych warunkach panować nad pojazdem, cofając z prędkością 2-3 km/h, odplaca się nam szukaniem trudniejszej wersji trasy egzaminacyjnej, albo trudniejszych manewrów. Przecież to bardzo ludzkie, może jest to naganne z Waszego punktu widzenia. Należy przyjąć to za fakt i mając te wiedzę można coś z tym zrobić.

A dlaczego instruktorzy pokazują takie śmieszne sposoby na obrót?

 

  • Z braku wiary w swoich kursantów i w ogóle w ludzi.
  • Bo wolą wypchnąć kursanta po 30h jazd z bylejakim efektem – a potem niech sie dzieje co chce, jak kursant nie zda – to może wróci po jazdy doszkalające. Interes się kręci co?
  • Bo im sie nie chce. Wolą pokazać jakiś obrót, a następnie można wyjść z auta na pogaduchy, papierosy, itd. Proszę mi wierzyć, że aby nauczyć praidłowej techniki przy tym zadaniu instruktor musi się sporo nagadać. (i żeby nie było, ja również wychodzę z auta na placu, a kursant wykonuje łuk samodzielnie, ale to już wtedy kiedy to zadanie jest opanowane choćby w stopniu podstawowym tzn; wiem że nikt mnie nie przejedzie…)

 

 

Podsumowując, jeśli mam do dyspozycji cały kurs prawa jazdy, zawsze około 7-8 godziny kursu robie pierwszą wizytę na placu manewrowym, a następnie w zależności od tego jak idą postępy, jesteśmy na placu na każdych jazdach lub co drugie spotkanie. Prosze mi wierzyć że da się to zadanie opanować profesjonalnie, tak jak sztuka i technika kierowania pojazdem mówi, przy okazji pomoże nam to w szlifowaniu manewrów parkowania i zawracania. A jeśli po 30 godzinach nie będzie to zadanie opanowane? No cóż, kurs prawa jazdy to nie 30 godzin i basta. Byc może potrzeba więcej.

 

Jeśli natomiast na jazdy doszkalające zgłasza się osoba, która robiła kurs gdzieś indziej, która ma za sobą kilka egzaminów i dalej nie wychodzi łuk lub inne manewry, wspólnie ustalamy plan działania aby doprowadzić do sukcesu.

Ile czasu może to trwać? To kwestia bardzo indywidualna.

Na jazdach jeśli traficie do mnie, to każdemu kursantowi mówię o wadach i zaletach tego sposobu i zostawiam do wyboru, czy zostajemy przy tym, jakże fatalnym sposobie wykonywania  tego zadania (owszem możemy go ulepszyć pozostając przy tym schemacie), ale daję również wybór innego lepszego i jedynego właściwego sposobu wykonywania tegoż zadania używając lusterek, tylnej szyby, a przede wszytkim głowy i myślenia bo to jest potrzebne do jazdy samochodem – nasze kończyny są tylko wykonawcami sygnałów z „góry”.

Osobiście jeśli miałbym kursanta od zera (ostatnio głównie doszkalam) nikomu nie pokazuję żadnych obrotów…ostatecznie tak jak pisałem wyżej – jeśli jazda na mieście jest wystarczająco dobra, to jeśli na łuku nie wychodzi – owszem ostatecznie pokazałbym „obrót”. Oczywiście że jest to profanacja, ale dla Waszego sukcesu – tak.

Natomiast uwierzcie mi, że każdy z Was jest w stanie nauczyć się tego zadania bez żadnych sztuczek…ba nawet większość osób, które były nauczone na jakieś śmieszne obroty, gdy pokazałem im prawidłowy i normalny sposób wykonania tego zadania, powiedziały, cytuję: „przecież tak jest łatwiej, bo wiem i rozumiem co się dzieje z autem i jestem w stanie zareagować na czas, a nie jakieś obroty”

Decyzja zawsze należy do Was, jaka Szkoła Jazdy, który instruktor i jakie sosoby na zdanie egzaminu…